5 aplikacji na Androida i iOS, które pomogą Ci w zdrowym odżywianiu

Ostatnia środa marca, co oznacza, że przyszedł czas na wpis kończący Cykl Żywieniowy na blogu. W weekend pojawi się prawdopodobnie także podcast, który nieco podsumuje wszystkie cztery artykuły i w pewien sposób przedstawię Wam tam, jak rzeczy, o których wspominałem, wpłynęły na moje życie. A zdradzę tylko, że zmiany, jakie zaszły są ogromne i co może najważniejsze- długoterminowe.

Pisałem już o wpływie jedzenia jako takim, przedstawiłem pięć zasad zdrowego odżywiania, a także największe mity dietetyczne, na jakie można się natknąć, gdy przeglądamy Internet pełen specjalistów od wszystkiego. Teoria za nami, więc przyszła pora na nieco praktyki. Musiało do tego dojść, albowiem, jak usłyszałem kiedyś od znajomego: Silniejszy staniesz się, idąc na siłownię, a nie oglądając propozycje ćwiczeń na YouTube. Wszystko rozbija się o działanie i w tym chciałbym Ci dzisiaj pomóc.

Skarby XXI wieku

Technologia daje nam ogrom możliwości. I choć wiem, że bardzo wiele osób ją bagatelizuje, a niekiedy nawet demonizuje, to nie można zakłamywać rzeczywistości. Znaczy, ok, można to robić, ale nic dobrego z tego nie wyniknie. Nieco paradoksalnie w tym kontekście, ale sam rozwój komputerowy może przynieść mnóstwo korzyści. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy ten postępuje prawdopodobnie najszybciej ze wszystkich. Zostając w tej kategorii, chciałbym udzielić Ci paru rad.

Po tytule wpisu wiesz już, o czym będzie traktował, więc chyba nie ma większego sensu, abym krążył wokół tematu. Smartfona ma dziś większość ludzi w Polsce, to fakt. Skoro już nosimy go ze sobą cały czas i stał się on swoistym „przedłużeniem ręki”, to warto skorzystać z dobrodziejstw, które nam daje. Przygotowałem dla Ciebie pięć aplikacji (choć bliżej prawdy będzie, iż 4 + jedną grupkę), które pomogą Ci w racjonalnym odżywianiu i sprawią, że łatwiej będzie o zbudowanie nawyku.

Dziś nie musimy już liczyć na palcach, mamy bowiem kalkulator. Podobnież nie musimy sami sumować spożywanych kilokalorii, wymyślać przepisów, biegać po bibliotekach, zbierać gazetek sklepowych, ani nawet czytać składów z etykiet… Wszystko to zrobi za nas Internet, który zamknięty jest w małych cegiełkach- naszych telefonach komórkowych. Korzystaj z tych możliwości, buduj przyzwyczajenia, jedz zdrowo… Żyj zdrowo!

Fitatu

Inaczej zacząć nie mogłem. Klasyk, niezbędnik– po prostu aplikacja, którą powinien mieć na swoim smartfonie każdy. Można posiadać wiele innych, ale jeśli chodzi o kontrolowanie tego, co jemy- właśnie ta wypada najlepiej. Postaram się opisać ją w jak najprostszych słowach. Jest to appka, która odwali za Ciebie 80% roboty, jeśli chodzi o kontrolowanie spożycia kalorycznego. Naszym zadaniem jest jedynie zważyć i wyliczyć zawczasu dzienne zapotrzebowanie. Tylko tyle i aż tyle.

W programie wklepujemy odpowiednie produkty do wyszukiwarki (tudzież skanujemy kod kreskowy) i wpisujemy, ile owego zjedliśmy/użyliśmy do przygotowania posiłku. Baza jest ogromna, a nawet jeśli czegoś nie będzie- dodanie nowej rzeczy jest niezwykle intuicyjne.

Aplikacja pozwala oczywiście wybrać własne zapotrzebowanie energetyczne, a wersja premium znacznie wszystko rozwija (brak reklam, monitorowanie składników, alerty posiłkowe o danych godzinach, cele dzienne…) i jest aktualnie w ciekawej promocji. Za 12 miesięcy przyjdzie nam zapłacić dokładnie 55,99 zł (niewiele ponad 4.5 zł miesięcznie). Nie, nie jest to post sponsorowany, po prostu warto.

Kitchen Stories

I z niezbędnika warto przejść do tych, które zwyczajnie powinno się mieć. Większość z nas nie ma ksiąg kucharskich w głowie, a Google nie zawsze odpowie na nasze pytania. Szukanie odpowiednich rzeczy może zajmować więcej czasu, niż byśmy chcieli- zwłaszcza na telefonie, gdzie ekran jest ograniczony. Tu wchodzi „Kitchen Stories”, całe na czarno (bo ma świetny design!) i ratuje skórę. Zaznaczę, że jestem świadom, iż aplikacji z przepisami jest na AppStore i Google Play całe zatrzęsienie. Ja jednak wybrałem właśnie tę, albowiem wydaje mi się, że przejrzystością rozkłada inne na łopatki.

Zacznę od minusów, właściwie jednego konkretnego- program jest wyłącznie w języku angielskim. Wiem, że może to stanowić przeszkodę dla niektórych, więc zmuszony jestem to zaznaczyć. Wspomnę jednak, że jest to poziom zaledwie podstawowy, a problem mogą sprawiać jedynie niektóre pojedyncze wyrazy (przy których pomocny będzie słownik), więc można się nieco podszkolić.

Co najlepsze w aplikacji, pozwala ona wyszukiwać potrawy, przerzucając je przez całą masę filtrów. Począwszy od kategorii dań, przez typ diety oraz kuchni i główne składniki, aż po czas przygotowania i dostępne kilokalorie! To wszystko robi wrażenie i zabezpiecza przed niebezpiecznym i niezwykle zdradliwym „nie wiem co dziś zjeść…”, które kończy się zazwyczaj na „więc zamówię z KFC”. I, jasne, jak już mówiłem, od święta super, ale nie, gdy staje się to nawykiem.

Instagram

Zaskoczony? Możliwe, choć nie powinieneś być! We wpisach pierwszym oraz trzecim podrzuciłem Ci kilka profili właśnie z tego portalu. I nie był to bynajmniej przypadek. Co więcej- tu także zamieszczę kolejne (tak na zakończenie miesiąca tematycznego), aby utwierdzić Cię w przekonaniu, że Instagram to nie tylko ogromne social media, ale także genialny portal, aby czerpać inspiracje posiłkowe. Raz, że można się wiele dowiedzieć, dwa, że łatwo uporządkować i przefiltrować konkretne treści i w końcu trzy, że większość i tak z Instagrama korzysta.

Ogromną zaletą jest to, iż głównym elementem wpisów na owej platformie są zdjęcia. A, nie oszukujmy się, lwia część społeczeństwa to wzrokowcy. Ja nim jestem i bardzo prawdopodobne, że Ty także. Z tego względu świetnie działają wszelkie infografiki i pięknie podrasowane fotki posiłków. Sprawiają one, że zaraz chce się przyrządzić coś podobnego. Kluczem jest, o czym pisałem w zeszłotygodniowym tekście, aby wiedzieć kogo i co obserwować. Nie wszyscy są specjalistami, a sam jestem w stanie wymienić przynajmniej kilku wielkich „influencerów żywieniowych”, którzy mogą mieć na Ciebie nieciekawy wpływ.

Ingred

Nazwa tej aplikacji jest właściwie skrótem angielskiego „ingredients”. To już mówi pewnie nieco więcej, a jeśli wciąż nic nie świta, to podpowiadam- oznacza po prostu „składniki”. I właśnie te są tu głównym elementem. W dzisiejszych czasach, erze konserwantów, sztucznych barwników i wielu innych dodatków, z którymi problem mogą mieć nawet nauczycielki chemii w liceum, wydaje się ona ogromnym wybawieniem. Cóż, w końcu… Nie wszystko złe, co na początku ma E (ładnie się zrymowało, chyba opatentuję).

Dla przykładu: E132 jest niebezpiecznym składnikiem, którego przyjmowanie może powodować masę nieprzyjemnych konsekwencji, a E140 skutków ubocznych nie posiada (przynajmniej na ten moment takich nie stwierdzono). Ingred to swoista encyklopedia dodatków spożywczych! I choć można jej wytknąć sporo, jak choćby interfejs sprzed dekady i błędy językowe w opisach, to ostatecznie okazuje się niezwykle pomocna.

Aplikacje lojalnościowe sieciówek

To jest właśnie „grupa” z równania, które napisałem we wstępie. Nie mogę traktować tego jako pojedynczy program, ale zwyczajnie musiałem ten punkt poruszyć. Cyfryzacja postępuje i coraz więcej sklepów tworzy swoje własne aplikacje- oczywiście nie bez powodu. Przynosi to masę korzyści danym markom, albowiem znają nasze preferencje zakupowe, posiadają e-maile i wiele, wiele więcej! Czy to ingerencja w prywatność? Poniekąd. Czy dostajemy coś w zamian? Jasne!

Gdyby było inaczej, nikt z nas nie korzystałby z tego typu barteru. Weźmy na przykład aplikację „Żabki”, gdzie za robienie zakupów nabijają się punkty, który możemy potem wymienić na konkretne produkty. Działa to świetnie i pozwala zaoszczędzić troszkę złotówek w skali roku. Podobnie jest w przypadku innych, gdzie bardzo często pojawiają się promocje „wyłącznie dla stałych klientów”, tudzież „posiadaczy aplikacji X”. Jeśli nie przeszkadza Ci zbieranie informacji przez koncerny, to zdecydowanie warto pokusić się o zajęcie kilkunastu megabajtów pamięci na smartfonie. Wspominałem już przecież, że dieta nie musi być droga.

I tak jak obiecałem, przygotowałem kolejne pięć profili, którym warto się przyjrzeć. Napomknąłem w punkcie traktującym o Instagramie, że nie wszyscy są specjalistami od tego, co robią. Mam tu więc takich, których z pełną świadomością mógłbym nimi tytułować. Wzorce? Po części na pewno. Korzystaj z ich wiedzy i doświadczenia, aby rozwijać swoje własne. Ja przekazywałem Ci przez marzec wskazówki, jak zacząć. Dalej musisz iść sam:

Do usłyszenia,
Kajetan! 🙂

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 − 1 =