Najlepsze seriale na kwarantannę. Niezwykle długie propozycje warte nadrobienia

Walka z koronawirusem trwa. Przy okazji ostatniego Podsumowania Weekendu (jeśli nie obserwujesz mnie na Facebooku, to chodzi o ten cykl) wspomniałem, że minął właśnie czwarty tydzień kwarantanny. Wiem, że bardzo wiele osób zaczyna powoli oswajać się z sytuacją i przyzwyczajać do takiego stanu rzeczy. Nie jestem zaskoczony- jako ludzie mamy stosunkowo dużą łatwość adaptacyjną.

Nie oznacza to jednak, że życie w tak nietypowych warunkach jest proste. Jestem świadom, że w dzisiejszych czasach bardzo duża część społeczeństwa cierpi na różnego rodzaju zaburzenia depresyjne i bieżący okres jest dla nich wyjątkowo przytłaczający. Poczucie samotności i zagubienia potęguje się i sprawia, że cztery ściany, w których przebywają, zaczynają być największym wrogiem. Z tego miejsca chciałbym przypomnieć, jeśli jesteś w takiej grupie, Drogi Czytelniku, że można skorzystać z poradni telefonicznych i on-line.

Walka z nudą – runda 2

Warto także zająć czymś swoje myśli. W poprzednim tekście wspomniałem, jak wiele narzędzi można znaleźć wokół siebie, aby walczyć ze znużeniem. Dziś zagłębimy się w jeden z wymienionych tam punktów. Po tytule wiesz już, co weźmiemy na tapet… Tak, seriale! Uwielbiam je chyba w każdym wydaniu. Od sitcomów, przez kreskówki i anime, aż po antologie. I wiele, wiele więcej!

Najważniejsze jest, aby mnie wciągnął i sprawiał, że zacznę cierpieć na syndrom „jeszcze jednego” odcinka! Przygotowałem więc kilka propozycji wyjątkowo długich dzieł popkultury. Na obejrzenie ich nie wystarczy poświęcić jednego albo dwóch wieczorów. To tasiemce, które skutecznie wypełnia najbliższe tygodnie!

Nie chcę przedłużać wstępu, albowiem dobrze wiemy, czego oczekujesz po tym tekście. Chcesz propozycji na dobre, wciągające seanse, a ja zamierzam Ci je dać. Wierzę, że choć jeden trafi w Twój gust. Przejdźmy do rzeczy i pamiętaj- nie wychodź, jeśli nie musisz!

F.R.I.E.N.D.S

Zaczniemy produkcją z wysokiej półki. Skoro za oknem dzieje się raczej nieciekawie, a Ty potrzebujesz zastrzyku pozytywnej energii i kupy śmiechu, to odpalaj „Przyjaciół”! Kultowa produkcja, która nawet lata po zakończeniu emisji przyciąga rzesze nowych fanów i wyznawców tego typu humoru. Ponadczasowe dzieła tak mają!

Twórcy oddali nam aż 236 odcinków, więc jest do czego przysiąść. Co warto zaznaczyć, na ten moment wiemy, że wszystkie będą dostępne na Netflix do końca tego roku. Spiesz się więc, albowiem nie wiadomo, czy umowa licencyjna zostanie przedłużona. Niestety niewiele na to wskazuje.

Prison Break

Serial, który zna chyba każdy. Emitowany był nawet swego czasu w polskiej telewizji (nie pamiętam jednak, na jakim kanale). I choć zdecydowanie warto go obejrzeć (głównie dla świetnych występów Wentwortha Millera i Dominica Purcella), to muszę zaznaczyć, ze z biegiem czasu zaliczył spory zjazd. W 90 odcinkach, bo tyle owa seria liczy, znalazło się jednak kilka perełek.

To ten serialu, który im dalej idzie w las, tym gorszy się wydaje. Poziom leciał na łeb na szyję. Bardzo mocno rzucało się w oczy sztuczne wydłużanie przez twórców, aby tylko odpowiedzieć na błagania fanów. Nie wiem, czy kiedykolwiek takie działanie odniosło pozytywny skutek. Tu niestety nie. Mimo tego wciąż warto wejść w tę więzienną przygodę!

South Park

Tę propozycję kieruję do nieco starszych odbiorców. Kultowa kreskówka dla dorosłych i jedna z pierwszych tego typu produkcji. Zwariowane (delikatnie mówiąc!) przygody paczki przyjaciół, które od lat bawią widzów na całym świecie, doczekały się już ponad 300 epizodów. Kupa śmiechu!

Obejrzałem pierwszy odcinek, potem drugi, trzeci i kolejne sezony leciały same. To bardo szybko uzależnia! Cudowna historia o groteskowym podłożu, która bawi się wszystkim, co dzieje się na świecie, bardzo przypominając serię, o której wspomnę w przedostatnim punkcie zestawienia.

Naruto

Ta rekomendacja jest chyba najbardziej prywatną ze wszystkich. Wiem, jak bardzo japoński styl animacji odrzuca. Jestem świadom, że wiele osób rezygnuje z seansu po usłyszeniu charakterystycznych, wysokich tonacji aktorów głosowych z Kraju Kwitnącej Wiśni. A przy tym wszystkim siedzi we mnie takie przekonanie, że trzeba dać szansę.

Oglądam bardzo dużo anime (może o tym wiesz, a może dopiero się dowiedziałeś) i jest cała masa serii, które mógłbym w tym miejscu umieścić. Wybrałem jednak tę, która jest mojemu sercu najbliższa. Naruto przyjmuję na czysto ze wszystkimi jego wadami oraz zaletami. Czerpię garściami z tego świata i znam wiele osób, które właśnie od niego zaczęły swoją przygodę z tą azjatycką gałęzią popkultury. Tak więc- spróbuj, po prostu zacznij.

Gra o Tron

Osobiście do pociągu linii „GOT” wsiadłem stosunkowo późno, bo już po zakończeniu ósmego sezonu. Pewnie nie zrobiłbym tego do dzisiaj, gdyby nie rekomendacja i ogromna motywacja ze strony mojej partnerki. Wszystkie 70 odcinków połknąłem bardzo szybko i nie żałuję ani trochę, bo świat wykreowany przez George’a R.R. Martina, nawet pomimo kontrowersji związanych z zakończeniem, okazał się niezwykle angażujący.

Tym, za co muszę pochwalić dzieło, jest sposób kreacji bohaterów. Wielu z nich zdaje się wielowymiarowych, a przez to, gdy już uda się do jakiegoś przywiązać, to sympatia pozostaje do samego końca (serialu albo postaci :)). Dodam, że nie przepadam za seriami, których fabuła dzieje się w średniowieczu (nawet, jeśli to jego magiczny odpowiednik). „Gra o Tron” mnie jednak oczarowała i to powinno być najlepszą rekomendacją.

The Walking Dead

Wiem, że może się to wydawać nieco kontrowersyjną propozycją na taki okres. Warto jednak spróbować. Jest szansa, że dzięki temu bardziej docenimy naszą obecną sytuację- gwarantuję, że bohaterowie ekranizacji komiksu Pana Kirkmana mieli znacznie gorzej. Oprócz tego „The Walking Dead” to zdecydowanie kawał dobrej produkcji!

Twórcy, z Frankiem Darabontem na czele, przygotowali dla nas blisko 140 odcinków akcji, przygody i poświęceń. Bohaterowie przychodzą i odchodzą, a my wciąż nie dajemy rady się do tego całkowicie przyzwyczaić. I choć tu, podobnie, jak w przypadku „Prison Break”, poziom serialu spada z czasem, to wciąż warto poznać tę historię i zżyć się z przedstawionymi postaciami. Polecam mocno.

The Simpsons

Kultowej, żółtej rodzinki również nie mogło tu zabraknąć! Pierwszy odcinek zadebiutował 17 grudnia 1989 roku, a do dziś ukazało się ich już ponad 670! Liczba może robić wrażenie, ale skoro jest ich aż tyle, to oznacza, że cały czas są odbiorcy. No, a jeżeli są oni, to znaczy, że serial trzyma stale wysoki poziom!

Sam nigdy nie obejrzałem wszystkich odcinków. Miałem jednak przyjemność widzieć kilkaset i zachwyciły mnie maksymalnie. Nie wiem w zasadzie, czemu nigdy nie dobiłem do brzegu. Chyba mam problem z niepowiązanymi fabularnie odcinkami. Jeśli masz tak samo, to… I tak daj szansę!

Pokemon

… Gdy wyzwanie rzuci los, z odwagą stań i waaaalcz! Jeśli przeczytałeś to  w odpowiednim rytmie, to przybij wirtualną piątkę (wiesz, tak dla bezpieczeństwa). Nie znam osoby, która nigdy nie miałaby styczności z tym anime. Nawet w Polsce marka ta jest do dziś obiektem kultu– mamy serial, gry, zabawki, a dawniej chyba w każdym skarbie dzieciństwa (chipsy, rogaliki Chipicao itd.) można było znaleźć jakieś elementy związane z popularnymi stworkami.

Jeśli wypadłeś z obiegu śledzenia nowych odcinków, co jest bardzo prawdopodobne, to musisz wiedzieć, że obecnie ich liczba wynosi ponad 1100. Bezprecedensowy wynik! Jest co nadrabiać, a dziś bardzo ułatwia to Netflix. Zanurz się w tym pięknym, magicznym świecie. Jestem pewien, że smutki- niczym Zespół R- znowu błysną!

Do usłyszenia,
Kajetan! 🙂

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 − five =