4 rodzaje rozpraszaczy i jak stawić im czoła

Jestem ciekaw, czy pamiętasz jeszcze, Drogi Czytelniku, w jaki właściwie dzień codzienność w naszym kraju została znacząco zmieniona. Osobiście nie jestem w stanie wyciągnąć z odmętów pamięci dokładnej daty… Połowa marca? Może jego początek? Nie wiem, na pewno całkiem długo trwamy już w takiej dziwnej pozycji- w rozkroku pomiędzy normalnością a totalną izolacją. Moja introwertyczna zbroja ułatwia mi funkcjonowanie w tych warunkach, ale wiem, że większość staje oko w oko z wieloma problemami na podłożu zdrowia psychicznego. Aby znaleźć przykłady, nie muszę wychodzić poza teren własnego domu.

Tak to już wygląda. W ostatnich trzech tygodniach starałem się pokazać Tobie, w jaki sposób można się podczas trwającej pandemii zrelaksować. Podsunąłem kilka sposobów na nudę, a także najdłuższe seriale i sagi filmowe, które warto nadrobić teraz, gdy świat wreszcie nieco zwolnił. Dziś na tapet trzeba wreszcie wziąć pracę. Jak mówi bowiem znana od wieków prawda: „Najpierw zabawa, potem praca”.

Ale, ale…

Nie chcę, aby wpis ważny był wyłącznie do końca naszego domowego zamknięcia. Wolę podzielić się czymś ponadczasowym, co sprawdzi się przy okazji jakichkolwiek zadań, których realizacją jesteśmy obarczeni w domu. Nie musisz być przecież freenlancerem! Umówmy się, wszyscy mamy jakieś zadania domowe- od działań z matematyki, przez naukę do egzaminów, aż po projekty zawodowe. Wszystko to w czyha opozycyjnym narożniku.

Niestety nie uczą nas tego w szkole podstawowej. Osobiście nie podano mi dotąd takiej wiedzy w placówkach edukacyjnych i szkoda. Uważam, że umiejętność rozbicia naszego wroga na czynniki pierwsze znacznie ułatwia robotę. Analiza przeciwnej drużyny na boisku, obserwacja drugiego zawodnika na korcie, porządkowanie zdolności wojownika w ringu… Wszystko to ułatwia mecze, rozgrywki i przede wszystkim życie.

Przestań mnie rozpraszać!

Genialną klasyfikację rzeczy, które odpychają nasze myśli od czynności, na których powinniśmy się skupić, przedstawił Chris Bailey. W swojej książce, którą zatytułował „Hyperfocus”, opisał cztery typy „rozpraszaczy”. Wiem, że zastanawiające może być to, jak udało mu się uszeregować coś tak skrajnie subiektywnego. Cóż, właściwie skonstruował on swoiste szufladki, spośród których zawsze znajdzie się jedna, do której można jakikolwiek typ rozpraszającej nas rzeczy wrzucić.

Najłatwiej będzie mi to zaprezentować w formie graficznej. Pomoże to wizualizować obraz problemu, z którym musimy się mierzyć.

Teraz jaśniej, prawda? W takim razie spróbujmy opisać to jeszcze lepiej.

Irytujące niekontrolowane

Tak, to szufladka w lewym górnym rogu zamieszczonej powyżej grafiki. Są to wszystkie te rzeczy, które nas rozpraszają, a na które nie mamy wpływu. I, jakby tego było mało, nie czerpiemy z nich przyjemności. Są irytujące, potwornie denerwują, a przy tym wszystkim- odciągają nas od zadań, które sami na siebie nakładamy.

Najprostsze przykłady to prawdopodobnie głośni sąsiedzi i domownicy, obowiązkowe spotkania oraz różnego rodzaju nagłe wypadki, które mogą mieć miejsce. Nie pozwalają nam zebrać myśli i skupić się na pracy. Nie jesteśmy w stanie wpłynąć na ich występowanie. Możemy za to skupić się na byciu skupionym!

Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, jest w tym mnóstwo prawdy. Podczas problemów, na które nie mamy wpływu, powinniśmy zostawić troszkę miejsca w swojej głowie. Podtrzymać tam płomyk zainteresowania zadaniem, którego wykonywanie nam przerwano. Cały czas mieć zapasy skupienia, aby po wyjściu z kryzysu, ponownie wrócić na pełnych obrotach. To trudne, ale nie niemożliwe!

Przyjemne niekontrolowane

Te, dość podobnie do poprzednich, są sytuacjami, na które nie jesteśmy w stanie wpłynąć (a przynajmniej nie bez konsekwencji). Są to rzeczy, które odrywają nas od pracy, na które nie mamy wpływu, ale przynoszące nam masę przyjemności. Co za tym idzie- trudniej nad nimi zapanować.

Przykłady? Rozmowa z dziećmi, kontakt z ukochanym, albo zalew memów od drugiej połówki z małymi kotkami i szczeniakami. Wszystko to przynosi nam masę frajdy i pozwala nieco odetchnąć. Lubimy takie rozpraszacze, a po każdym z nich bardzo łatwo znaleźć w sobie pokłady usprawiedliwień, że to przecież ważne!

Tak, to zazwyczaj jest ważne. W takich sytuacjach, ponownie jak poprzednio, powinniśmy pamiętać, by nastawić swój mózg na małą przerwę, a nie zakończenie pracy. Możemy potraktować tego typu przyjemności, jako naładowanie baterii, aby potem ze zdwojoną motywacją powrócić do kluczowych zadań.

Irytujące kontrolowane

Muszę się przyznać, że gdy pierwszy raz natrafiłem na tę kategorię, nie wiedziałem, które sytuacje mógłbym wrzucić do tego worka. I wiesz co? Nieźle się kamuflują! Właśnie to stanowi ich największe niebezpieczeństwo- bardzo ciężko jest nam rozróżnić je od tych, których nie możemy kontrolować!

Składają się na nie jednak wszystkie aspekty życia, które niekoniecznie kojarzą się z przyjemnością, ale które spokojnie możemy odłożyć na inny termin. Zaliczyć warto tutaj sprawdzanie skrzynki e-mail i odpisywanie na wiadomości, wszelkiego rodzaju powiadomienia w telefonach oraz zależne od nas spotkania zawodowe. Jasne, nie powinniśmy popadać w skrajność i wyłączać skrzynki mailowej, wyrzucać telefonu oraz anulować wszystkich meetingów.

Nie o to tu chodzi. Kwestia prawidłowego zarządzania czasem. Zaplanuj sobie wcześniej, jakie godziny w trakcie dnia chcesz przeznaczyć na pracę. Niech będą one dla Ciebie pewną barierą. Od rozpoczęcia, aż do zakończenia, nie zajmujesz się niczym innym. Brzmi łatwo, niekoniecznie takie na początku będzie.

Przyjemne kontrolowane

Wisienka na torcie! Prawdopodobnie najbardziej popularny typ rozpraszaczy i często jedyny, którego jesteśmy świadomi. Jest to niezwykle groźny wróg, ale, o czym wiele osób zapomina, całkiem łatwy do pokonania. Daleko mu do ostatecznego bossa w grach wideo, a bliżej do tych pojedynczych stworków, które wyskakują na każdej nowszej planszy.

Tutaj należy zaliczyć wszystkie czynności związane z przeglądaniem mediów społecznościowych (Instagrama, TikToka, Facebooka itd.), ciągłe odświeżanie newsów na portalach informacyjnych i czatowanie z innymi ludźmi w sieci. Często problemem są też „cookies”. Znasz ten moment, gdy odpalasz film na YouTube, związany z prezentacją, którą musisz zrobić, a reklama zdradza, że na Netflix dodano nowy film z The Rockiem?! No dobra, temu nikt się nie oprze!

Wszystkie inne sytuacje można jednak zwalczać. Kwestia ustawienia w głowie priorytetów. Wyłącz telefon, a przynajmniej odłóż go w miejscu, na które nie zerkasz co kilka sekund. Nie ma sensu kłaść go na biurku, które stanowi Twoje miejsce pracy. Ustal sobie granicę (na przykład 2 x 15 minut) na przeglądanie wiadomości ze świata. Wiem, czym jest FOMO i pisałem już o nim. Da się jednak z tym wygrać i jestem najlepszym przykładem.

Pamiętaj, Drogi Czytelniku, jedno. Im wcześniej zaczniesz pracować i im Twoje działania będą wydajniejsze, tym szybciej skończysz. Twoja głowa będzie spokojniejsza, a Ty sam będziesz mógł się bardziej skupić na tej nowej produkcji z Dwaynem Johnsonem. Przyznaj, że nie gra się przyjemnie, gdy coś w okolicach potylicy wylicza Ci, ile jeszcze zadań do zrobienia. Zrób swoje, potem relaks, powodzenia!

Do usłyszenia,
Kajetan! 🙂

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three + four =